wtorek, 6 kwietnia 2010
Algorytm rozwoju ludzkości
Moja wiedza (fakt - niewielka w tej materii) podpowiada mi, że w naturze konieczna jest równowaga. Gdy jakiś gatunek zdobywa przewagę nad innymi, jego liczebność zaczyna rosnąć, jednak do czasu. Gdy zaczyna brakować źródeł pożywienia - w skutek głodu i zapewne bratobójczej walki o przetrwanie - następuje drastyczny spadek jego liczebności. Dlaczego taki los nie spotkał ludzkości, która to od stuleci jest dominującym gatunkiem na tej planecie? Zapewne podstawowym czynnikiem jest tutaj fakt, że ludzkość rozwinęła technologię, która pozwoliła jej na zwielokrotnienie produkcji żywności (właściwie to technologia w pierwszej kolejności pozwoliła nam zdominować inne gatunki). Wydaje mi się jednak, że jest i drugi czynnik, który de facto zmotywował ludzkość do dalszego rozwoju technologii a zarazem ograniczał liczebność naszego gatunku oraz eliminował słabsze struktury i jednostki. Czynnik, który w pewnym sensie przejął rolę natury z jej naturalną selekcją. Można by go opisać jako algorytm niezależnego rozwoju ludzkości, niezależnego od natury, od innych gatunków. Różnica pomiędzy owym algorytmem a wspomnianą wyżej "bratobójczą walką o przetrwanie" to fakt, że ów algorytm wydaje się funkcjonować nawet w warunkach idealnych do życia dla Homo sapiens - w czasach dobrobytu. Przecież nawet w takich okolicznościach ludzie są zdolni do podziału na nienawidzące i zwalczające się frakcje. Wojna motorem postępu? Tak, o ile dany gatunek w przypadku życia w dobrobycie nadal jest do niej zdolny, tzn. kiedy potrafi się podzielić na rasy, narodowości, wyznania, ideologie, orientacje seksualne i inne "podgatunki"... Wszystko oczywiście dla "dobra" ludzkości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz