wtorek, 30 marca 2010
Sprawy zaległe
Po niezbyt krótkiej przerwie wracam do pisania. Co ciekawe - w przeciwieństwie do ostatniego prawie rocznego przestoju spowodowanego m.in. "apatią" - tym razem od pisania powstrzymywało mnie głównie załatwianie spraw aktualnych i zaległych. Tych drugich trochę się zebrało m.in. właśnie podczas owego okres rezygnacji z wszelkich działań po za tymi podstawowymi, rzekłbym koniecznymi do przetrwania. Dlaczego o tym wspominam? Otóż zastanawiam się, czy kiedykolwiek nastąpi czas, w którym liczba spraw do załatwienia zmaleje na tyle bym nie musiał za nimi biegać "jak kot z pęcherzem"?. Z drugiej strony nawet gdyby liczba spraw oraz ich złożoność i waga znacznie zmalały, może nadal będą zajmować połowę mojego czasu zgodnie z faktem (?), że dla człowieka ospale leniącego się na kanapie wyjście z domu po chleb jest niczym zsyłka na Syberię? Cóż - być może natłok zajęć i poczucie stałego braku czasu jest ceną za możliwość korzystania z owoców naszej cywilizacji...?
poniedziałek, 8 marca 2010
Trochę metafizyki
Od jakiegoś czasu zdarza mi się podczas zasypiania widzieć po mimo, że mam zamknięte oczy. Nie widzę tego, co jest przede mną tylko jakieś miejsca, których nie poznaję. Przy czym najczęściej nie widzę całości danego miejsca, lecz koncentruję się na jednym jego elemencie, np. na początku widziałem z bliska zwyczajną białą ścianę. Czasem zdarza się jednak, że widzę więcej, np. jakieś stare PRL-owskie mieszkanie, puste - pozbawione mebli - jakby dopiero oddane do użytku. Co ciekawe mój wzrok był na poziomie parapetu - jakbym był dzieckiem. Niestety w tych "wizjach" nie jestem w stanie sterować swoją osobą (o ile to moja osoba ;) , a nawet moim wzrokiem, za to towarzyszy im jasność umysłu i uczucie bycia wolnym, można powiedzieć - ponad wszelkimi codziennymi problemami, słowem jest to stan pozytywny.
Oczywiście wyjaśnienia tej sprawy w pierwszym rzędzie szukam w logice i nauce, nie odrzucam jednak i innych możliwości. Wydaje mi się, że owe widzenie z zamkniętymi oczami może wynikać z podrzucania przez mózg danych wizualnych z pamięci i/lub wyobraźni gdzieś w "połączenie" między oczami a częścią mózgu odpowiedzialną za przetwarzanie obrazów. Być może jest to ten sam mechanizm co sen, tyle że występuje pod koniec działania świadomości, a nie po jej całkowitym, sennym "wygaśnięciu". Tak czy owak jest to stan bardzo... oryginalny, i chyba nie groźny psychicznie... Z resztą mnie już chyba nic nie może zaszkodzić ;)
Oczywiście wyjaśnienia tej sprawy w pierwszym rzędzie szukam w logice i nauce, nie odrzucam jednak i innych możliwości. Wydaje mi się, że owe widzenie z zamkniętymi oczami może wynikać z podrzucania przez mózg danych wizualnych z pamięci i/lub wyobraźni gdzieś w "połączenie" między oczami a częścią mózgu odpowiedzialną za przetwarzanie obrazów. Być może jest to ten sam mechanizm co sen, tyle że występuje pod koniec działania świadomości, a nie po jej całkowitym, sennym "wygaśnięciu". Tak czy owak jest to stan bardzo... oryginalny, i chyba nie groźny psychicznie... Z resztą mnie już chyba nic nie może zaszkodzić ;)
poniedziałek, 15 lutego 2010
Opps...
Okazało się, że nie miałem włączonej funkcji powiadamiania o nowych komentarzach (i pomyśleć, że dorabiam jako informatyk ;)... Co ciekawe dostawałem czasem powiadomienia, ale zapewne tylko o tych komentarzach, które zostały dodane przez zarejestrowanych użytkowników bloggera. Cóż - teraz funkcja jest już włączona, zaś za wszelkie opóźnienia przepraszamy :).
Stan szczęścia a stan nieistnienia (lub stan braku potrzeb).
Chyba każdy marzy o tym, by być wiecznie młodym, spotkać ukochaną osobę i żyć szczęśliwie. Być może w przyszłości będzie to możliwe dzięki technologi: przywrócenie młodości, wymiana ciała, itp. oraz "sterowanie uczuciami". Zresztą nawet gdyby sterowanie uczuciami pominąć kwestia nadal pozostaje: czy dostosowywać świat do swoich potrzeb czy też wyłączyć swoje potrzeby i zaprzestać istnienia. Na pierwszy rzut oka (a dla wielu zapewne i na drugi, zaś potem kończą się oczy ;) lepiej jest dostosować świat do siebie (czy też siebie do świata - jeden grzyb) tak, aby móc odczuwać w nim szczęście. Jednak z drugiej strony taka sytuacja zdaje się obnażać fakt braku sensu pozostawania w szczęściu (dążenie do szczęścia ma oczywiście sens). Za razem świadomość, że po wyłączeniu wszelkich swoich potrzeb, uczuć itp. nie odczuje się ich braku powoduje de facto zrównanie tych stanów. Oczywiście owo zrównanie okazałoby się w pełnym wymiarze dopiero po dokonaniu owego "wyłączenia". Hmm... gdzieś tu powinien chyba być znak zapytania... ;)
czwartek, 4 lutego 2010
Kontynuując jeszcze poprzedni temat - dlaczego ludzie chcą mieć dzieci?
Jeśli pominąć zupełnie nieświadomy instynkt oraz tak zwane "wpadki" najczęściej słyszy się o miłości. Czy jednak rodzice kochają swoje dziecko, zanim zostanie ono poczęte? Zanim pojawi się informacja o możliwości jego przyjścia na świat? Wydaje mi się, że nie. Być może więc ludzie mają potomstwo z potrzeby miłości, jednak nie tak bezinteresownej, jak by się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Czyżby chodziło o potrzebę bycia kochanym, o potrzebę nadania sensu życiu po etapie dorastania? Stworzyć sobie kogoś, kto będzie nas kochał i kogo my będziemy kochali... Co jednak z odpowiedzialnością wobec tego nowego bytu, który z pewnością napotka w życiu na problemy opisane w poprzednim wpisie? Czy nie jest to zakamuflowany wyraz egoizmu?
czwartek, 21 stycznia 2010
O powoływaniu na świat nowego życia
Jednym z głównych celów życia przedstawicieli chyba wszystkich gatunków jest spłodzenie potomstwa. Jednak ludzie różnią się od innych zwierząt tym, że - przynajmniej teoretycznie - postępują świadomie a nie tylko na podstawie swoich instynktów. Tymczasem powołanie dziecka na ten świat nie jest raczej, pod względem "etyczno - moralnym" sprawą tak trywialną, jakby się to mogło wydawać. Wiele oczywiście zależy od tego jakim (jak świadomym) człowiekiem okaże się to dziecko. Co jednak mogliby odpowiedzieć mu rodzice gdyby kiedyś ich zapytało: czy w chwili mojego poczęcia zdawaliście sobie sprawę z faktu, że oprócz - zapewne - miłości, szczęścia i przyjemności nieuchronnie spotka mnie w życiu również ból, strach i cierpienie, oraz że powołując mnie do życia jednocześnie skazujecie mnie na śmierć?
sobota, 24 stycznia 2009
Matrix na zamówienie
Zakładając, że każda świadoma istota oddziałująca na swoje otoczenie (np. poprzez ruch) ma ku temu jakąś motywację (w przypadku człowieka to np. głód), to jeśliby cywilizacja złożona z takich istot osiągnęła wystarczający poziom rozwoju, zapewne możliwe stałoby się spełnienie potrzeb owych istot bez żadnego wysiłku z ich strony. W przypadku człowieka mógłby to być stan absolutnego szczęścia i spełnienia powodowany np. odpowiednio uplasowanymi elektrodami w mózgu; zaś wokół człowieka krzątałyby się roboty.
Pytanie, czy były już w kosmosie cywilizacje, które osiągnęły taki stan i czy grozi on ludzkości?
Pytanie, czy były już w kosmosie cywilizacje, które osiągnęły taki stan i czy grozi on ludzkości?
czwartek, 22 stycznia 2009
Miałem większe zmartwienia
Zastanawiam się, czy Obama doprowadzi USA do ponownego rozkwitu czy do upadku, dręczy mnie czy Europa przeciwstawi się wreszcie zakusom Rosji na Ukrainę, myślę nad przyszłością ludzkości, która zdaje sposobić się do wojny (wzrost napięcia, konflikty na Kaukazie i Bliskim Wschodzie, broń atomowa w rękach Iranu i Korei Południowej).
Tak było od dawna. Może dlatego w pewnym momencie przestałem oglądać wiadomości, przestałem orientować się, co się dzieje na świecie? Z tym, że w międzyczasie zacząłem zastanawiać się nad jeszcze odleglejszymi sprawami, nad życiem po śmierci, nad sensem. Wyniki w tej odległej domenie także nie napawały optymizmem, w każdym razie nie z punktu widzenia w miarę normalnego człowieka.
Czasem mówię sobie, że widziałem niebo i piekło (w postaci niesamowicie silnych uczuć szczęścia i strachu). Może dlatego mniej już przejmuję się "dniem dzisiejszym"?
A praca inżynierska czeka ;)
Tak było od dawna. Może dlatego w pewnym momencie przestałem oglądać wiadomości, przestałem orientować się, co się dzieje na świecie? Z tym, że w międzyczasie zacząłem zastanawiać się nad jeszcze odleglejszymi sprawami, nad życiem po śmierci, nad sensem. Wyniki w tej odległej domenie także nie napawały optymizmem, w każdym razie nie z punktu widzenia w miarę normalnego człowieka.
Czasem mówię sobie, że widziałem niebo i piekło (w postaci niesamowicie silnych uczuć szczęścia i strachu). Może dlatego mniej już przejmuję się "dniem dzisiejszym"?
A praca inżynierska czeka ;)
środa, 21 stycznia 2009
Nie mam już jasności umysłu
A może nigdy nie miałem? Przypomniałem sobie, jak dawno, dawno temu (w 4 lub 5 klasie podstawówki) "czytałem" podręcznik do gramatyki z j. polskiego. Czytałem myśląc o czym innym, po prostu nie byłem w stanie "objąć umysłem" tego, co ów tekst miał przekazać. Tak samo było na lekcjach matematyki w liceum, podobnie jest i teraz. Wniosek z tego taki, że nie straciłem pełnej jasności umysłu, po prostu nigdy jej nie miałem (albo tylko chwilami). Z drugiej strony już tyle lat studiów za mną (lekko nie było), więc może coś jest na rzeczy, może spadł mi ów poziom jasności umysłu ze względu na przemęczenie?
Myśląc o tym wydaje mi się, że "kondycja" umysłowa jest jak kondycja fizyczna - może być lepsza lub gorsza (u mnie aktualnie jest gorsza, ale mniejsza o to ;). Mam tu też na myśli, że tak jak w przypadku sportu aby poprawić swoją kondycję trzeba się pomęczyć, trzeba "popchnąć" swoją granicę, swój limit trochę dalej, tak i aby zwiększyć swój "potencjał umysłowy" trzeba przejść przez swego rodzaju fizyczny ból występujący przy koncentracji nad zadaniem, które aktualnie przerasta nasze możliwości.
Myśląc o tym wydaje mi się, że "kondycja" umysłowa jest jak kondycja fizyczna - może być lepsza lub gorsza (u mnie aktualnie jest gorsza, ale mniejsza o to ;). Mam tu też na myśli, że tak jak w przypadku sportu aby poprawić swoją kondycję trzeba się pomęczyć, trzeba "popchnąć" swoją granicę, swój limit trochę dalej, tak i aby zwiększyć swój "potencjał umysłowy" trzeba przejść przez swego rodzaju fizyczny ból występujący przy koncentracji nad zadaniem, które aktualnie przerasta nasze możliwości.
sobota, 6 grudnia 2008
W pułapce między zerem a nieskończonością
Zero: gdy pomyśleć, że kiedyś przestanie się istnieć, że ustanie sprzężenie zwrotne myśli i świadomość wygaśnie, ciało się buntuje. Buntuje się ludzka potrzeba sensu, potrzeba kontynuacji, potrzeba nieskończonego istnienia.
Nieskończoność: gdy pomyśleć, że będzie się istnieć już zawsze, w nieograniczoności czasu i przestrzeni, można się przestraszyć tego wiecznego więzienia, którego murów nie da się przebić, więzienia o ścianach z nieskończoności.
Nieskończoność: gdy pomyśleć, że będzie się istnieć już zawsze, w nieograniczoności czasu i przestrzeni, można się przestraszyć tego wiecznego więzienia, którego murów nie da się przebić, więzienia o ścianach z nieskończoności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)